Ukraina: prezydentura zjednoczenia

Zgodnie z przewidywaniami nowym prezydentem Ukrainy został Petro Poroszenko. Oligarcha nazywany „królem czekolady” to pierwszy w historii ukraiński prezydent, który zwyciężył we wszystkich obwodach. Wybory pokazały niechęć Ukraińców do polityków skrajnie nacjonalistycznych (Swoboda i Prawy Sektor) co z pewnością wytrąca Rosji istotny instrument propagandowy. Tym niemniej nowe władze stoją przed zadaniem, od którego zależy nie tylko ich przyszłość polityczna ale też dalsze istnienie państwa.

Komentarz

 Właściwie od początku kampanii, a ściślej mówiąc od momentu wycofania się z wyścigu Witalija Kliczki Poroszenko był zdecydowanym faworytem tegorocznych wyborów. Nie przeszkodziła mu oligarchiczna przeszłość i udział w rządzie Azarowa. Zjednał sobie bowiem serca Ukraińców postawą na Majdanie, gdzie umiał zachować równowagę między odwagą i bezkompromisowością a dążeniem do powstrzymania rozlewu krwi. Jednocześnie jasne było, że jest to jedyny kandydat „Majdanu”, którego mogą zaakceptować wschodnie regiony kraju.  Pytanie brzmiało czy Poroszenko wygra już  w pierwszej turze. Jego główną kontrkandydatką była Julia Tymoszenko. Niewątpliwie Tymoszenko i jej zwolennicy liczyli, że była  premier wykorzystując fakt długotrwałego uwięzienia zdoła odbudować polityczną pozycję. Okazało się jednak, że wyborcy nie mogą zapomnieć liderce Batkwiszczyny dwóch ciężkich przewinień; współudziału w rozbiciu obozu „Pomarańczowych” po 2004 roku, oraz doprowadzenia populistycznymi decyzjami do pogłębienia kryzysu w roku 2009. Poza tym zwracano uwagę, że Tymoszenko straciła swój bezcenny dar komunikacji z wyborcami gdyż niezrozumiała zmiany jaka zaszła na EuroMajdanie (gdy Ukraińcy zaczęli żądać od polityków by traktowali ich po partnersku a nie paternalistycznie).

            Wybory zgodnie z przewidywaniami przyniosły zwycięstwo Poroszenki, co więcej już  w pierwszej turze. Julia Tymoszenko zdobyła zaledwie 13% głosów. Przyzwoite wyniki osiągnęli kandydaci radykalni Oleh Laszko i Anatolij Hrycenko co pokazuje rozmiary elektoratu skrajnego. Jednak z drugiej strony kandydaci nacjonalistyczni  (Oleh Tiahnybok ze Swobody i Dmytro Jarosz z Prawego Sektora) ponieśli klęskę. Frekwencja wyniosła ponad 60% co jest dobry wynikiem zważywszy na fakt, iż w obwodach donieckim i ługańskim wybory zostały storpedowane przez separatystów. Trzeba jednak podkreślić, że nowy prezydent otrzymał silny demokratyczny mandat. Co prawda najwyższe poparcie (ponad 70%) zdobył w Galicji, ale we wschodnich obwodach także okazał się najpopularniejszym kandydatem. A zatem mimo że wybory w Doniecku i Ługańsku zostały storpedowane nie ma podstaw by kwestionować ich prawomocność.

            Program Poroszenki można krótko określić jako wezwanie do narodowej zgody. Nowy prezydent zapowiedział, że w pierwszych dniach po inauguracji pojedzie do Zagłębia Donieckiego. Zapowiedział także otwartość na rozmowy o reformie konstytucyjnej, oraz obiecał zagwarantować prawa języka rosyjskiego. W polityce zagranicznej wyraził gotowość rozmów z Rosją ale nie za cenę rezygnacji z integracji z UE. Jednocześnie zapewnił, że dopóki jest prezydentem Ukraina nie uzna aneksji Krymu.

            Sytuacja nowego prezydenta jest wybitnie trudna. Mimo, że większość mieszkańców Donbasu nie popiera przyłączenia do Rosji nieudolnie prowadzona operacja antyterrorystyczna powoduje rosnącą w regionie niechęć do państwa ukraińskiego. Wydaje się, że Ukraina ma dwa wyjścia, z których żadne nie jest do końca dobre. Z jednej strony zwalczyć rebelię siłą co mogło by przywrócić prestiż państwa ukraińskiego, ale niesie za sobą ryzyko wojny domowej czy nawet rosyjskiej interwencji. Z drugiej zawrzeć porozumienie z Rosją kontrolującą separatystów. Rosja odmawia jednak konsekwentnie rozmów z Kijowem posługując się argumentem, „iż jest to spór wewnątrz ukraiński”. Jednak jeśli uda się znaleźć wyjście z sytuacji może się okazać, że pozytywnym następstwem całej sytuacji jest wzrost ukraińskiego patriotyzmu w regionach wschodnich, co widać szczególnie w Dniepropietrowsku i Chersoniu (w Donbasie niestety w dużo mniejszym stopniu).

            Problemem dla nowych władz jest jednak nie tylko Wschód. Trzeba rozwiązać jakoś problem wciąż istniejącego Majdanu i ludzi, którzy uważają, że ich walka trwa nadal. Próba rozpuszczenia tego nowego-starego Mjadanu podjęta przez nowego mera Kijowa Witalija Kliczkę zakończyła się walkami ulicznymi. Choć w centrum Kijowa koczuje dużo bezdomnych i bezrobotnych podszywających się pod Majdan szerszy problem dotyczy uczestników protestu, którzy nauczeni doświadczeniami lat 2004-2009 zamierzają patrzeć nowej władzy na ręce. Jest to z pewnością wyzwanie dla rządzących, by kompromisowo zakończyć wszelkie demonstracje.

            Nowy prezydent mało mówił o gospodarce jest to jednak zrozumiałe gdyż pozostaje ona poza zakresem jego kompetencji. Wydaje się jednak, że konieczne są wybory parlamentarne, które pozwoliłyby wyłonić rząd i parlament z silną demokratyczną legitymizacją. Ukraina natomiast ma dwa wyjścia - albo rozpocząć reformy i unowocześnić państwo, albo stać się krajem co prawda ważnym geopolitycznie, ale gospodarczo kompletnie peryferyjnym, czy wręcz upadłym.

            Nowy prezydent ma za sobą łatwiejszą część zadania czyli zwycięstwo w wyborach. Jeśli uda mu się scalić podzielony naród zapisze się w historii jako jeden z największych przywódców w historii Ukrainy. Jednak jeśli mu się nie powiedzie może okazać się jednym z grabarzy ukraińskiej niepodległości.

 

Łukasz Kołtuniak

Wszelkie prawa zastrzeżone © Polityka i Dypolomacja 2013 | Projekt i wykonianie Jerzy Waśko Studio graficzne Kraków
Menu