Wybory do PE: między euroentuzjazmem a eurosceptycyzmem

Od 22 - 25 maja w 28 krajach Unii Europejskiej odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego. Wysokie wyniki osiągnęła skrajna prawica, która może liczyć na kilkadziesiąt mandatów w PE. We Francji wygrał Front Narodowy, z kolei na Słowacji frekwencja wyniosła jedynie 13%, co daje najniższy wynik w historii wszystkich europejskich wyborów.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego największe poparcie uzyskała cha­dec­ka Eu­ro­pej­ska Par­tia Lu­do­wa (EPL) - 28,23 %, zdo­by­wa­jąc tym samym 212 man­da­tów. Na drugim miejscu znaleźli się So­cjal­de­mo­kra­ci (24,63%), uzyskując 185 miejsc. Następnie Eu­ro­pej­scy li­be­ra­ło­wie (9,4%) - 71 man­da­tów. Czwar­tą siłą w Eu­ro­par­la­men­cie po­zo­sta­ną Zie­lo­ni z 55 miej­sca­mi (7,32%). Zjednoczona Lewica Europejska znalazła się na piątym miejscu z 5,99% głosów, co daje jej 45 miejsc. Z kolei 40 miejsc będą mieli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy. Frakcja ta zdobyła 5,33% głosów. Taki sam wynik uzyskali posłowie niezrzeszeni. Europa Wolności i Demokracji będzie miała 36 posłów uzyskując 4,79% głosów. Nowo wybrani posłowie nieprzynależący do żadnej z grup politycznych ustępującego Parlamentu zajmą 67 miejsc. Frekwencja w całej Unii w niedzielnych wyborach wyniosła 43,11%, co w porównaniu z wyborami sprzed pięciu lat daje niewielki wzrost. Wówczas frekwencja wyniosła 43% i była najniższa w historii. Od pierwszych wyborów do Parlamentu Europejskiego w 1979 roku frekwencja wraz z każdą kadencją spadała. Jeśli chodzi o poszczególne kraje, to najniższą frekwencję odnotowano na Słowacji – 13%, w Czechach - 19,5%, w Słowenii – 21% oraz w Polsce - 22,7%. Z kolei najwyższa frekwencja była w Belgii i Luksemburgu, należy jednak zaznaczyć, że w tych krajach głosowanie jest obowiązkowe.

W Niemczech zgodne z przewidywaniami wybory wygrały partie proeuropejskie, lecz dobry wynik udało się osiągnąć także kilku partiom eurosceptycznym. Zwycięska okazała się chadecka koalicja CDU/CSU kierowana przez Angelę Merkel, zdobywając 35,6% głosów.  Na drugim miejscu znaleźli się  socjaldemokraci z SPD, uzyskując 27,2% poparcia. 10,9% Niemców poparło partię Zielonych, a 7,5% postkomunistyczną Lewicę. Zaskakująco dobry wynik uzyskało ugrupowanie, które działa na niemieckiej scenie politycznej dopiero od roku - eurosceptyczna Alternatywa dla Niemiec, która osiągnęła wynik 6,8%, co pozostaje w zgodzie z szerszym europejskim trendem wzrostu popularności partii eurosceptycznych. Ponadto,  jeśli konserwatyści pozostaną w EKR, to dołączenie AfD może pozwolić temu ugrupowaniu przeskoczyć Zielonych i stać się czwartą co do wielkości frakcją w Parlamencie Europejskim. Z kolei wynik liberalnej FDP to zaledwie 3,2%. Wybory w Niemczech po raz pierwszy odbyły się bez progu wyborczego. Dotychczas partie musiały zdobyć przynajmniej 3% głosów, by dostać się do PE, jednak 26 lutego Sąd Konstytucyjny uznał istnienie progu za niekonstytucyjne i stwierdził, że utrzymywanie go „w dzisiejszych warunkach byłoby poważnym naruszeniem zasad równości wyborczej”. Umożliwiło to więc wejście do PE partiom, które wcześniej nie miałyby na to szans. Z 96 niemieckich miejsc w PE co najmniej 77 przypadło partiom proeuropejskim.  Analitycy postrzegają dobry wynik AfD i wejście do PE NPD jako naturalny wyraz opinii części – mniejszościowej – niemieckiego społeczeństwa, które dotychczas nie było w żaden sposób reprezentowane na szczeblu europejskim. Frekwencja w tym kraju wyniosła natomiast  47,9%.

We Francji wynik wyborów do europarlamentu był sporym zaskoczeniem dla Europy, gdyż wygrała je skrajna prawica, uzyskując 25% poparcia (w 2009 roku było to zaledwie 6,3%).  Klęskę ponieśli natomiast rządzący socjaliści, którzy otrzymali jedynie 15% głosów i odnieśli kolejną porażkę po marcowych wyborach lokalnych. Na drugim miejscu z 20% poparciem uplasowała się centroprawicowa, opozycyjna Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP), kojarzona w Europie jako macierzyste ugrupowanie byłych prezydentów Jacquesa Chiraca i Nicolasa Sarkozy'ego. Skrajna prawica to ugrupowanie o zdecydowanie antyeuropejskiej ideologii, głosząca zamiar wycofania Francji ze wspólnej waluty euro i zablokowania procesu budowy zjednoczonej Europy. Według analityków narodowcy z FN zwycięstwo w wyborach do europarlamentu zawdzięczają rekordowo niskiej popularności socjalistycznego rządu prezydenta Francois Hollande'a, a także podziałom na francuskiej prawicy. Skorzystali także na wzroście eurosceptycyzmu wśród Francuzów. Frekwencja wynosiła 43,5%.

W Wielkiej Brytanii zwycięstwo odniosła eurosceptyczna Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) pod przewodnictwem europosła Nigela Farage'a. Zdobyła ona 26,8% głosów i poprawiła tym samym swój wynik w porównaniu z poprzednimi wyborami o ponad 13%. Konserwatyści i Liberałowie stracili z kolei 11% głosów. Partia Konserwatywna premiera Davida Camerona uzyskała 23,3% poparcia, podobnie jak opozycyjna Partia Pracy (24,7%).  Eurowybory pognębiły Partię Liberalno-Demokratyczną (6,7%), która straciła ponad połowę swoich wyborców zawiedzionych udziałem Liberałów w koalicji z torysami. Partia Farage’a domaga się wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i ograniczenia masowego napływu nisko wykwalifikowanej siły roboczej. Zwycięstwo UKIP będzie prawdopodobnie oznaczało wywieranie większej presji na premiera Camerona w kwestii ograniczenia napływu imigrantów z krajów Unii. Szef rządu obiecał, że spróbuje zmienić brytyjskie związki z UE, jeśli zostanie wybrany w przyszłym roku. Zapowiedział też rozpisanie do końca 2017 r. referendum w sprawie brytyjskiego członkostwa w UE. Natomiast UKIP domaga się natychmiastowego przeprowadzenia głosowania. 

Z kolei w Hiszpanii wybory do Parlamentu Europejskiego wygrało rządzące ugrupowanie - Partia Ludowa (26%). Zdobyło ono jednak o 7 miejsc mniej niż w 2009 roku. Socjaliści (PSOE), największa partia opozycji, stracili aż 9 eurodeputowanych (23%). Ostatecznie do Parlamentu Europejskiego dostało się 10 hiszpańskich partii. Większość z nich należy do lewicy, a reszta to partie, które przed pięcioma miesiącami wyłoniły się z ruchów społecznych i żadna nie reprezentuje poglądów skrajnie prawicowych. Jedna z nich - „Podemos” zdobyła 5 deputowanych i stała się czwartą co do wielkości, hiszpańską partią w Parlamencie Europejskim. Wszystkie przedwyborcze sondaże prognozowały, że największe ugrupowania zostaną ukarane przez głosujących głównie za politykę zaciskania pasa oraz korupcję polityków różnego szczebla. Nikt jednak nie przewidział, że Partia Ludowa i socjaliści stracą aż tylu eurodeputowanych. Największą frekwencję (ponad 55%) odnotowano w Katalonii. Tam też zwyciężyła Lewica Republikańska (ERC) -  partia, która opowiada się za oderwaniem regionu od Hiszpanii. 

Również we Włoszech zwycięstwo odniosła centrolewicowa Partia Demokratyczna premiera Matteo Renziego, otrzymując 40,8% głosów. Na drugim miejscu znalazł się populistyczny, eurosceptyczny Ruch Pięciu Gwiazd byłego komika Beppe Grillo, uzyskując 21,1% poparcia. Forza Italia uplasowało się na trzecim miejscu z wynikiem 16,8% głosów. W ubiegłorocznych wyborach do krajowego parlamentu Partia Demokratyczna i partia Silvio Berlusconiego zdobyły po 29% głosów, a debiutujący na scenie politycznej ruch Beppe Grillo jedną czwartą. W porównaniu z tymi wynikami jedynie Partia Demokratyczna zwiększyła swoje poparcie. W trakcie kampanii wyborczej Ruch Pięciu Gwiazd i Forza Italia skoncentrowały się na sprawach krajowych, a eurowybory przedstawiły jako referendum za lub przeciwko rządowi Renziego.

W nowej kadencji Parlamentu Europejskiego wybrano 751 europosłów, co oznacza, że będzie ich o 15 mniej niż obecnie. Na mocy Traktatu Lizbońskiego podjęto bowiem decyzję o "odchudzeniu" europarlamentu. W konsekwencji tej zmiany najwięcej, bo trzy miejsca, straciły Niemcy, mimo to wciąż mają największą liczbę reprezentantów w PE - 96. Po jednym mandacie straciła też Rumunia, Grecja, Belgia, Portugalia, Czechy, Węgry, Austria, Bułgaria, Irlandia, Chorwacja, Litwa i Łotwa. Sytuacja Polski nie zmieniła się, nadal mamy 51 przedstawicieli i znajdujemy się wśród krajów o największej liczbie reprezentantów. Poza Niemcami wyprzedzają nas tylko Francja (74 mandatów), Wielka Brytania (73), Włochy (73) i Hiszpania (54). Na razie nie wiadomo jakie będą grupy polityczne w tej kadencji PE. Oficjalny skład polityczny izby powinien być znany przed pierwszą sesją plenarną, która rozpocznie się 1 lipca. Ze wstępnych szacunków wynika, że partie proeuropejskie zdobyły w sumie 520 miejsc i mimo, że w poprzedniej kadencji miały ich 612, to nadal zachowują większość. Eurosceptycy zdobyli jednak około 140 miejsc, co oznacza, że mogą oni utworzyć odrębną frakcję w PE, gdyż zgodnie z art. 30 regulaminu PE wystarczy do tego 25 deputowanych z 7 różnych państw. Eurosceptycy pozostają jednak podzieleni i z powodu różnic poglądów będzie im trudno założyć liczącą się frakcje polityczna w PE. Jednak jeśli nawet nie uzyskają dużego wpływu na unijne decyzje, to mogą skutecznie utrudnić ich podejmowanie. 

W czasie lipcowej sesji europosłowie wybiorą też nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i jego wiceprzewodniczących. Szefem PE zostanie ten kandydat, który uzyska absolutną większość głosów w tajnym głosowaniu. Jeśli okaże się, że w trzech turach głosowania nikt nie uzyska wymaganej większości,  to do czwartej przechodzą tylko dwaj kandydaci, którzy otrzymali największe poparcie. Ponadto, w najbliższym czasie zostanie także wybrany przewodniczący Komisji Europejskiej. Po raz pierwszy w historii, europejskie partie polityczne przedstawiły swoich kandydatów na to stanowisko i zapowiedziały, że - podobnie jak  unijne zgromadzenie - będą się domagać od Rady Europejskiej przedstawienia jednego z nich, jako głównego pretendenta do objęcia fotela szefa KE. Ma on zostać wyłoniony w wyniku negocjacji największych frakcji w nowym Parlamencie. Jednak zgodnie z traktatem UE - szefa KE nominują unijni przywódcy, a PE - wybiera. Traktat z Lizbony nie zakłada jednak, że Rada zobowiązana jest nominować kandydata zwycięskiej partii, a jedynie że powinna uwzględnić wolę obywateli UE poprzez wybór jednego z pretendentów wskazanych przez europejskie partie. Nominowany przez Radę kandydat będzie musiał następnie uzyskać poparcie grup politycznych PE. Musi otrzymać przynajmniej 376 głosów "za". O funkcję przewodniczącego KE zamierza ubiegać się m.in. Jean-Claude Juncker, kandydat zwycięskiej w wyborach centroprawicy, a także kandydat socjaldemokratów, Niemiec Martin Schulz, który obecnie przewodniczy PE. W gronie potencjalnych kandydatów wymienia się także premiera Finlandii Jyrki Katainen, premiera Danii Helle Thoring-Schmidt oraz lidera liberałów Guy’a Verhofstadt’a.

Magdalena Soja

Wszelkie prawa zastrzeżone © Polityka i Dypolomacja 2013 | Projekt i wykonianie Jerzy Waśko Studio graficzne Kraków
Menu