"Scenariusz jest bardzo pesymistyczny" - rozmowa z dr Piotrem Bajorem o konflikcie politycznym na Ukrainie

„Scenariusz jest bardzo pesymistyczny”. Rozmowa z dr Piotrem Bajorem z Uniwersytetu Jagiellońskiego o konflikcie politycznym na Ukrainie

Zaangażowanie Rosji w destabilizacji wschodniej Ukrainy jest oczywiste, ale czy separatyści są jedynie wspierani przez Kreml, czy też można stwierdzić, że Rosja od „A do Z” reżyseruje ich kolejne działania?

Ten scenariusz nie został napisany w Ługańsku, czy Doniecku, tylko w Moskwie. O realizacji takiego scenariusza mówił tuż po przejęciu władzy w Kijowie Andrij Parubij, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, który określił je mianem „rosyjskiej wiosny”, czyli działań skierowanych na destabilizację sytuacji w kraju przez Rosję za pomocą działania separatystów. Władze w Kijowie, mimo słabości państwa, zapewne poradziłyby sobie z grupą kilkuset separatystów, ale są świadome, że wszelkie bardziej konsekwentne działania mogą zostać wykorzystane przez Kreml jako argument do interwencji zbrojnej. Marcowa decyzja Rady Federacji o możliwości wprowadzenia rosyjskich wojsk na Ukrainę jest przecież nadal aktualna. Putin w każdej chwili, pod pretekstem obrony mniejszości rosyjskiej we wschodnich obwodach ukraińskich, może wykorzystać tę decyzję.

Dyplomatyczna ofensywa Rosji ma na celu również zrzucenie winy na Zachód. W trakcie rewolucji ukraińskiej taki sam scenariusz realizowany był przez siły Majdanu na zachodzie kraju. Wówczas oni przejmowali budynki rządowe i dyskredytowali tym samym władze w Kijowie. Tak zwani separatyści domagają się większych uprawnień i kompetencji dla poszczególnych regionów, a przecież obecna władza w Kijowie jest gotowa na ustępstwa, co podkreślali Turczynow i Jaceniuk. Jeżeli faktycznie tego typu działania są wyrazem troski o los ludności rosyjskojęzycznej chcącej większej autonomii, to separatyści powinni nawiązać dialog z władzami centralnymi. Problem w tym, że prawdziwe motywy separatystów są inne i mają oni za zadanie utrzymywać stań napięcia i destabilizacji we wschodnich regionach.

Działania separatystów popierane są przez społeczeństwo?

Przedstawiane dane są bardzo różne. Spotkałem się nawet z takimi, które mówią, że tylko 10% ludności opowiada się za realnym przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej. Moskwa cieszy się dużą sympatią na wschodzie Ukrainy, ale nie jest to adekwatne dla realnego poparcia jej działań. P.o. prezydenta Turczynow powiedział, że referendum w sprawie federalizacji kraju mogłoby się odbyć wraz z majowymi wyborami prezydenckimi. Wie doskonale, że większość obywateli nie popiera idei federalizacji Ukrainy.

Separatyści to w większości lokalni aktywiści, niemniej wspierani przez Rosję. Mieliśmy niedawno do czynienia z kilkoma przypadkami odkrycia bezpośredniego finansowania działań separatystów przez banki rosyjskie działające na Ukrainie. Toczy się śledztwo, zatrzymani zostali obywatele rosyjscy, również ci, którzy działali wcześniej na Krymie. To oznacza, że jest to zaplanowany scenariusz. Oprócz bezpośredniego wsparcia z Rosji, mamy jeszcze oligarchów, którzy rządzą ukraińską polityką i mogą odegrać olbrzymią rolę na wschodzie. Zwróćmy uwagę, że nie słyszymy o wydarzeniach w Dniepropietrowsku. Tam gubernatorem został Ihor Kołomyjski, który porozumiał się z władzami w Kijowie i najprawdopodobniej ma zagwarantowaną nietykalność majątkową. Z kolei Achmetow, zwany królem Doniecka ma się czego obawiać, bo w Kijowie liczne są głosy nawołujące do reprywatyzacji zgromadzonych nie zawsze zgodnie z prawem majątków ukraińskich oligarchów.

Czyli Achmetow pozwala na wzrost napięcia w celu wymuszenia gwarancji zabezpieczenia jego majątku?

Większa autonomia regionów oznacza uniezależnienie się od władzy centralnej w wymiarze sprawiedliwości, podatków itp. Z punktu widzenia Achmetowa, jest to kwestia zachowania majątku, statusu i wpływów, dlatego federalizacja kraju byłaby dla niego korzystna.

Na ile prawdopodobny jest scenariusz „drugiej Jałty”? Czy możliwe jest, że mocarstwa światowe wymuszą federalizacje Ukrainy po to, żeby kupić pokój w tej części Europy?

Pokój próbowano już kupić brakiem reakcji na aneksję Krymu. Państwa w Europie nie są zgodne w zakresie wspólnych działań. Nie są w stanie wypracować konsensusu i adekwatnej reakcji wobec Rosji. Świat przekonany jest, że ustępstwami doprowadzi do uspokojenia sytuacji na Ukrainie. Nie jest wykluczone, że aktualna sytuacja zakończy się obaleniem władz w Kijowie i zmianą władzy na bardziej prorosyjską. Partia Regionów się odbudowuje, a obecny rząd stoi przed dramatycznymi decyzjami, jak zamrożenie waloryzacji rent i emerytur, drastyczna podwyżka cen gazu, cięcia wydatków budżetowych, podniesienie akcyzy na alkohol i papierosy. Po takich reformach popularność rządu może drastycznie się obniżyć, a co gorsza doprowadzić do ponownej zmiany władzy.

Scenariusz zakładający federalizację jest brany pod uwagę przez władze w Kijowie jako element wymuszania uspokojenia sytuacji?

Sytuacja jest bardzo dynamiczna i Ukraina próbuje iść na ustępstwa. Idea federalizacji nie jest jednoznacznie odrzucana przez Kijów, kwestią otwartą pozostaje, jakie będą poziomy tej autonomii, możliwe są bowiem różne jej warianty. Przeprowadzając reformę zwaną „federalizacja” władza centralna może więc zachować znaczną polityczną kontrolę nad tym, co będzie się działo w poszczególnych regionach.

Jaki jest główny cel Rosji na Ukrainie? Czy zadowoli się samą deklaracją federalizacji?

Federalizacja Ukrainy nie jest jedynym żądaniem Rosji, a jedynie fragmentem całego pakietu. Drugą częścią tego pakietu jest zapewnienie pozablokowego statusu kraju. Polityka zagraniczna i bezpieczeństwa Ukrainy ma mieścić się w ramach, tzw. procesu finlandyzacji, co oznacza potwierdzenie rezygnacji z członkowstwa w NATO.

Dlaczego Rosja od początku nie postawiła kwestii „finlandyzacji Ukrainy” skoro ma to większe znaczenie dla Kremla, a ponadto łatwiej to wymusić niż bezpośrednią ingerencję w ustrój Ukrainy?

Po wydarzeniach w Kijowie mieliśmy sprawy związane z Krymem i procesem jego oderwania, dlatego nie podnoszono kwestii dotyczących przyszłości Ukrainy, zostawiając to na później. Teraz realizowany jest drugi etap scenariusza Putina, czyli destabilizacja wschodu kraju i zerwanie zaplanowanych na 25 maja wyborów prezydenckich Cały komplet propozycji wysuwanych przez Rosję ma zagwarantować Kremlowi, że Ukraina nie będzie wciągnięta w orbitę wpływów Zachodu.

Pana zdaniem jest to scenariusz realny? Czy Rosja jest w stanie wygrać biorąc pod uwagę fakt, że Zachód angażuje się finansowo na Ukrainie i domaga się reform, które wymagają od niej prozachodniej orientacji geopolitycznej?

Scenariusz potwierdzenia pozablokowości jest możliwy, ponieważ nie ma obecnie realnych szans na wstąpienie Ukrainy do NATO. Podczas szczytu Sojuszu w Bukareszcie w 2008 r. podniesiono kwestię Planu Działań na rzecz Członkostwa (MAP) w odniesieniu do Gruzji i Ukrainy. Putin powiedział wówczas, że jeśli Ukrainie przyznano by MAP, to ulegnie ona rozpadowi, gdyż jest „sztucznym tworem”. Dziś te słowa nabierają zdecydowanie nowego znaczenia, choć wówczas żaden z zachodnich polityków nie podszedł do nich poważnie. Plan nie został zaakceptowany z powodu braku zgody państw Sojuszu, zwłaszcza Francji i Niemiec. Dzisiaj niewiele się pod tym względem zmieniło, a wręcz uważam, że poparcie dla tego pomysłu w NATO w obecnej sytuacji znacznie się zmniejszyło.  Idea przystąpienia do Sojuszu nie ma też poparcia w samym społeczeństwie ukraińskim. W obecnych uwarunkowaniach nie ma ważniejszych kwestii niż zachowanie integralności i niepodległości, dlatego tworzenie nowych podziałów społecznych nie leży w interesie Kijowa.

Czy prawdopodobieństwo użycia siły przez Rosję na Ukrainie jest realne?

Prawdopodobieństwo wprowadzenia wojsk jest bardzo duże. Wszystko uzależnione jest od rozwoju scenariusza na wschodzie - jeśli walki doprowadzą do dalszego rozlewu krwi, to Rosja nie zawaha się użyć siły. Kreml wielokrotnie podkreślał, że rozumie swoją odpowiedzialność za życie swoich rodaków i zastrzega sobie prawo do ich obrony poza granicami kraju. Sami Rosjanie nie bardzo przejmują się reakcją Zachodu. Po aneksji Krymu notowania Putina poszły w górę, popiera go ¾ społeczeństwa.

Jak wyglądać będzie wtedy reakcja Zachodu? Wielu analityków wskazuje, że nie jest on mentalnie gotowy do konfrontacji z Rosją. Czy interwencja zbrojna na Ukrainie spowoduje całkowitą rewizję stosunków z Moskwą, a nie tylko symboliczne sankcje?

Będzie o to niezwykle trudno, ponieważ przekraczanie „czerwonej linii”, po której mogła się odbyć taka rewizja, nastąpiło już wraz z aneksją Krymu. W Europie został zachwiany dotychczasowy porządek, odebrano suwerennemu państwu część jego terytorium, którego gwarantem, co należy podkreślić, zgodnie z Memorandum budapeszteńskim była Rosja. Mimo to nie ma zgody na zdecydowaną reakcję. Bardzo wiele zależy od interesów gospodarczych. Już teraz mamy podział wśród państw UE, które są uzależnione od Rosji pod względem energetycznym. Niedawno w Bułgarii tamtejszy minister gospodarki i energetyki Dragomir Stojnew powiedział, że Bułgarzy nie chcą ponosić kosztów tego typy decyzji politycznych, które mogłyby zaważyć na ich bezpieczeństwie energetycznym. Przykłady wielu polityków oraz biznesmenów niemieckich wypowiadających się w podobnym tonie, są najlepszym potwierdzeniem tego, że o solidarność europejską w tym zakresie będzie niezwykle trudno.

Jaką perspektywę widzi pan przed Ukrainą? Czy to, co wydarzyło się w Kijowie zostanie zaprzepaszczone, tak jak „pomarańczowa rewolucja”, czy może należy pokładać nadzieję w realnych reformach, które przybliżą ten kraj do Europy?

 

Nowa ekipa nie miała czasu na zajęcie się niezbędnymi reformami. Teraz kluczowym problemem jest kwestia istnienia państwa, zagrożenie integralności terytorialnej. Scenariusz na najbliższą przyszłość jest bardzo pesymistyczny. Dla ukraińskiej gospodarki ewentualne odcięcie od rosyjskiego gazu, oznaczać będzie ogromne problemy. Dostawy rewersowe z innych kierunków niż Rosja na pewno nie zaspokoją ukraińskich potrzeb energetycznych. Podniesienie cen gazu może doprowadzić do niezadowolenia społecznego. Kolejna fala protestów byłaby pozytywna dla Putina, który wie, że wybory parlamentarne mogą zmienić na korzyść Rosji układ sił politycznych na Ukrainie.

Wszelkie prawa zastrzeżone © Polityka i Dypolomacja 2013 | Projekt i wykonianie Jerzy Waśko Studio graficzne Kraków
Menu